Czy wychowując swoje dziecko, stosujesz „indoktrynację”?
Encyclopedic
PRE
NEXT
Omawiając kwestię wychowania, współcześni rodzice w większości odrzucają naukę opartą na pamięciowym przyswajaniu wiedzy. Samo pojęcie indoktrynacji kojarzy się z lekceważeniem zainteresowań i poziomu zrozumienia dzieci, a także z obrazami cierpienia. Wielu rodziców i nauczycieli dostrzega obecnie niebezpieczeństwa związane z nauką opartą na pamięciowym przyswajaniu wiedzy i stosuje podejście, które pozwala dzieciom uczyć się poprzez radość i zabawę. Jest to niewątpliwie postęp w dziedzinie wychowania.
Jednak pewna forma indoktrynacji maskuje się, przybierając pozory „radości” i „zabawy”, co utrudnia dostrzeżenie jej indoktrynacyjnego charakteru.
Niedawno przyjaciółka przyprowadziła swoje dziecko do naszego domu, aby się pobawiło. Dziecko, które nie miało jeszcze dwóch lat, wykazało duże zainteresowanie zestawem kolorowych pierścieni do układania i usiadło na podłodze, aby się nimi bawić.Matka dziecka siedziała obok, gotowa do pomocy, instruując: „Zacznij od największego, a potem przejdź do mniejszych”. Dziecko właśnie ułożyło dwa pierścienie, oczywiście nie w kolejności wielkości, kiedy matka natychmiast interweniowała: „To nie tak, musisz zacząć od największego” – oczywiście łagodnym tonem, zdejmując nieprawidłowo ułożone pierścienie. Następnie podniosła największy pierścień i podała go dziecku:„Zobacz, ten niebieski jest największy. Zaczynamy od niego”. Dziecko zaczęło układać pierścienie. Za każdym razem, gdy dziecko popełniało błąd, matka natychmiast zwracała na to uwagę i pomagała mu go poprawić. Kiedy dziecko układało pierścienie prawidłowo, matka oczywiście hojnie chwaliła je i zachęcała. Dzięki pomocy matki dziecko wkrótce ułożyło cały zestaw. Kiedy matka klaskała i chwaliła je za dobrze wykonaną pracę, dziecko uśmiechało się, ale czułem, że w jego oczach czegoś brakowało.Przez całą zabawę dziecko nie wydawało się nieszczęśliwe, ale czy nadal była to forma indoktrynacji?
Rozważmy tę indoktrynację krok po kroku.
Czy dziecko naprawdę się czegoś nauczyło? Pod okiem matki dziecko mogło „nauczyć się” układać wieże w krótkim czasie, ale być może po prostu zapamiętało kolejność (pamięć dzieci jest naprawdę zadziwiająca), zamiast naprawdę zrozumieć pojęcie wielkości.
Czy dziecko jest naprawdę szczęśliwe? Podczas zabawy matka nie wydaje się zmuszać dziecka, a dziecko uśmiecha się, wydając się zadowolone. Ale czy ta radość wynika z samej gry, czy z oklasków otrzymanych po sukcesie? W rzeczywistości dorosły narzuca swoją wolę poprzez sygnały psychologiczne i błędne zachęty: nieprawidłowe układanie jest korygowane, a stosowanie metody dorosłego spotyka się z pochwałą.
Czy dziecko jest naprawdę zainteresowane? Matka, kierując się wyłącznie perspektywą dorosłego nastawionego na efektywność, stara się szybko przekazać dziecku pojęcie i wiedzę na temat rozmiarów. Odmawia jednak dziecku możliwości samodzielnego odkrywania i popełniania błędów. Czy w takich warunkach zainteresowanie dziecka może przetrwać? Rzeczywiście, po dwóch minutach zabawy dziecko zaczęło wykazywać oznaki znudzenia.
Jak bardzo podejście to różni się od nauczania opartego na pamięciowym uczeniu się? Widząc jej słabnący entuzjazm, zaproponowałam: „Chodź, ciocia pobawi się z tobą przez chwilę”. Najpierw pokazałam prawidłową sekwencję, celowo zaczynając od niepasującego elementu: „Ojej, nie pasuje. Spróbujmy innego”. Po tym przykładzie pozwoliłam jej spróbować samodzielnie.Kiedy wybrała niewłaściwy element, nie powstrzymałam jej. Zamiast tego powiedziałam: „Dobrze, spróbuj... Hmm, nieźle, pasuje. Chociaż wydaje się trochę za mały”. Niezależnie od tego, czy chciała go zamienić, czy nie, pozwoliłam jej kontynuować. Kiedy wszystkie elementy zostały ułożone, powiedziałam: „Dobra robota, to jeden ze sposobów. Tutaj pozostały dwa niepasujące elementy. Spróbujemy innej metody?”. W tym momencie jej zainteresowanie odżyło i zaczęła sama bawić się klockami, próbując różnych rozwiązań.Widząc, że jest skupiona i pochłonięta zabawą, milczałem, dając matce znak, żeby jej nie poprawiała. Kiedy popełniała błędy, aby zapobiec frustracji, podnosiłem właściwy element: „Spróbujmy tego, dobrze?”. Dla dziecka zbliżającego się do drugiego roku życia ta gra nie była trudna. Chociaż nigdy wcześniej w nią nie grała, po krótkiej zabawie szybko zrozumiała zasadę.Kiedy udało jej się ułożyć klocki, spojrzała na nas z wielkim podekscytowaniem – jej oczy naprawdę błyszczały. Pamiętam, jak pewien pedagog powiedział kiedyś: „Za każdym razem, gdy podajesz dziecku odpowiedź, pozbawiasz je możliwości nauki”. Zgadzam się z tym w pełni. Co więcej, uważam, że udzielanie odpowiedzi w nieodpowiednich momentach jest równoznaczne z przymusową indoktrynacją, nawet jeśli odbywa się to poprzez zabawę i przyjemność.
PRE
NEXT