Pierwsze doświadczenie rozwodu bliskiej osoby
Encyclopedic
PRE
NEXT
Jako kierownik biura w urzędzie dzielnicy, moje codzienne obowiązki wymagają znacznie dłuższego czasu pracy niż w przypadku moich kolegów. W związku z tym spotykam się i mam kontakt z dużo większą liczbą osób odwiedzających urząd w różnych sprawach niż inni urzędnicy dzielnicy.Wśród codziennego napływu odwiedzających spotyka się przełożonych, podwładnych, pracowników migrujących ubiegających się o pozwolenia na planowanie rodziny, nowożeńców odbierających akty małżeństwa, zwolnionych pracowników ubiegających się o zasiłki utrzymania... To prawdziwy przekrój społeczeństwa, reprezentujący wszystkie warstwy społeczne. W tym zróżnicowanym tłumie czasami spotyka się pary przeprowadzające postępowanie rozwodowe.Większość osób ubiegających się o rozwód milczała, kilka rozmawiało przyjaźnie, a tylko garstka przybyła kłócąc się.Z moich obserwacji wynika, że pary, które się kłócą, zazwyczaj sprzeczają się o drobne nieporozumienia, a nie naprawdę chcą się rozwieść. Niektóre z nich godzą się nawet na miejscu, w urzędzie dzielnicy. Ci, którzy milczą lub śmieją się i rozmawiają, są jednak prawie na pewno zdecydowani na rozstanie.W naszym urzędzie dzielnicowym znajduje się Biuro ds. Małżeństw, które zajmuje się formalnościami związanymi z zawieraniem małżeństw i rozwodami, wydawaniem aktów małżeństwa lub wyroków rozwodowych. Byłem świadkiem niezliczonych sytuacji, w których osoby przychodziły do urzędu dzielnicowego, aby sfinalizować rozwód, ale niewiele z nich wywarło na mnie prawdziwe wrażenie. Widząc z biegiem czasu tak wiele przypadków rozwodów, stało się to dla mnie czymś powszechnym, czymś, co po prostu przyjmuje się na luzie. Poglądy ludzi na temat małżeństwa już dawno uległy zmianie: związki trwają, gdy są zgodne, a rozpadają się, gdy są niezgodne.Rozwód nie jest ani pochopną decyzją, ani nierozerwalną więzią. Poza tym pozostaję bezstronnym obserwatorem, nieporuszonym gniewem, smutkiem czy udręką osób zaangażowanych. Nie interesują mnie zawiłości dobra i zła, miłości i urazy między nimi, niezależnie od tego, czy przynoszą one chwilową ulgę, czy trwały ból serca. Równie dobrze mógłbym „wycofać się do swojej wieży, nie przejmując się zmianami pór roku”.Niektórzy mogą mi wyrzucać brak troski o cierpienie innych. Prawdę mówiąc, nie należy wtrącać się w cudze sprawy rozwodowe. Nie mam też środków, aby pośredniczyć w ich pojednaniu. Najrozsądniejszą postawą pozostaje zachowanie dystansu obserwatora. To, co naprawdę poruszyło moje uczucia dotyczące rozwodu, wydarzyło się dzisiaj. Dziś rano otrzymałem telefon od mieszkanki mojej wsi, która ogłosiła zamiar rozwodu.Wstępne ustalenia – w tym podział majątku i umowy dotyczące opieki nad dziećmi – zostały już poczynione, a wszystkie niezbędne dokumenty przygotowane. Teraz pozostało tylko sformalizowanie rozwodu. Jej telefon miał dwa cele: po pierwsze, chciała zapytać o koszt postępowania rozwodowego i czy można go zminimalizować, ponieważ ponosiła wszystkie koszty, a jej fundusze topniały;Po drugie, poprosiła mnie o pomoc w przyspieszeniu postępowania rozwodowego, najlepiej zakończeniu go jeszcze tego samego dnia, aby uniknąć przedłużania cierpienia. „Gdzie miłość, tam kłopoty” – namawiałem ją przez telefon, aby ponownie rozważyła swoją decyzję, ale ona twierdziła, że już dawno znaleźli się w impasie i obie strony są zdecydowane rozstać się. Prawdę mówiąc, nadal postrzegałem ich rozwód jako sprawę zewnętrzną. Nie wywoływał on we mnie żadnych szczególnych uczuć.Pół godziny później moja sąsiadka przybyła do urzędu dzielnicy w towarzystwie męża. Lekko utykał i był raczej niepozorny. Widząc to, serce mi zamarło: nic dziwnego, że chciała odejść! Moja przyjaciółka, choć była w średnim wieku, pozostawała pełna wdzięku i nadal posiadała znaczny urok.Wśród swoich rówieśników z miasta była dość atrakcyjna. Najbardziej trafnym opisem jej związku z mężem byłoby stwierdzenie, że była pięknym kwiatem zasadzonym w gnoju. Odprowadziłem ich do urzędu stanu cywilnego i czekałem, aż załatwią formalności związane z rozwodem. Z wypełnionych przez nich formularzy wywnioskowałem, że majątek pozostanie w rękach męża, a żona zrzeka się wszystkich aktywów.Nie przejmowała też żadnych długów zaciągniętych przez męża w związku z jego przedsięwzięciami biznesowymi. Ich czternastoletnia córka pozostała pod jej opieką, a wszystkie koszty związane z wychowaniem dziecka ponosiła wyłącznie żona. Mąż nie partycypował w utrzymaniu córki. Cała umowa wydawała się korzystna dla męża; poza córką żona nie domagała się żadnego innego majątku. Córka mojej sąsiadki była teraz młodą kobietą w kwiecie wieku.Matka dziewczyny przez wiele lat ciężko pracowała dla córki i rodziny. Jej młodość już dawno przeszła na córkę; jaka młodość może teraz pozostać matce dziewczyny? Po zastanowieniu się, moja rodaczka znosiła piętnaście lat w takich okolicznościach, wyczerpując całą swoją młodość. Teraz szuka wolności i dąży do niej. Chociaż ten krok jest spóźniony, to jednak go podjęła. Jest to spóźnione przebudzenie, tragiczny, ale szlachetny akt zrodzony z konieczności!Podczas całego procesu finalizowania rozwodu za porozumieniem stron, była para wymieniła tylko kilka słów podczas podpisywania dokumentów. Scena i atmosfera były przytłaczająco ciężkie. Tak ciężkie, że nawet mi trudno było to znieść. Powietrze w urzędzie stanu cywilnego było rzadkie i gęste od napięcia, niemal duszące. Gdyby nie więź z rodzinnym miastem, uciekłabym z urzędu, aby zaczerpnąć świeżego powietrza na zewnątrz.Moja sąsiadka i jej mąż nigdy nie mieli wspólnego rejestru gospodarstwa domowego; każdy z nich prowadził swój własny, oddzielny rejestr. Po sfinalizowaniu rozwodu starannie schowała zapasowe zdjęcia paszportowe swojego byłego męża do plastikowej okładki jego rejestru gospodarstwa domowego, a następnie delikatnie umieściła jego dokumenty w jego torbie podręcznej.Cały proces zbierania jego rzeczy przebiegał w sposób uporządkowany, delikatny i przemyślany. Mogła ograniczyć się do spakowania tylko swoich rzeczy, ale postanowiła tego nie robić. Wyglądało na to, że wypełniała swój ostatni obowiązek jako jego żona. W końcu byli mężem i żoną, a jeden dzień jako mąż i żona przynosi sto dni uczucia.Wszystkie dawne urazy i nieporozumienia między nimi wydawały się teraz znikać, jakby przeżyli jedynie długi koszmar.Widok mojej współmieszkanki, która cicho i powoli zbierała zdjęcia i dokumenty swojego byłego męża, wywołał nawet we mnie uczucie smutku. Gdybym nie powstrzymała się świadomie, popłynęłyby mi łzy. W tym momencie moja przyjaciółka stała do mnie plecami. Nie widziałam jej twarzy i nie wiedziałam, czy czuła smutek, czy jej oczy były pełne łez, czy może odczuwała dziwną satysfakcję.Sądząc po jej ruchach i sylwetce, doszłam do wniosku, że szczęście było niemożliwe. Być może łzy, które powinna była wylać, już dawno wyschły, pozostawiając po sobie tylko odrętwienie. Jak potoczy się życie mojej współmieszkanki po rozwodzie? Gdzie znajdzie oparcie w drugiej połowie swojego życia? Czy rozwód przyniesie jej ulgę, czy tylko cięższe brzemię? Czy znów odnajdzie szczęście?Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek zaznali szczęścia w swoim małżeństwie. Takie pytania były zbyt bolesne, by je zadawać. Po dopełnieniu formalności i otrzymaniu aktu rozwodu moja przyjaciółka nawet się ze mną nie pożegnała. Zamiast tego w milczeniu towarzyszyła swojemu byłemu mężowi – mężczyźnie, z którym właśnie się rozwiodła – gdy powoli i cicho szli w kierunku wyjścia z budynku urzędu...Zarówno z prawnego punktu widzenia, jak i z punktu widzenia ludzkiej przyzwoitości, mogła z łatwością zostawić swojego powolnego byłego męża i odejść szybko, rozstając się z nim właśnie tam. Jednak tego nie zrobiła. Postanowiła towarzyszyć mu w tej ostatniej drodze. Widok tej sceny złamał mi serce i napełnił mnie smutkiem. Daleki od wyrzutów za jej nagłe odejście, czułem tylko głębszą sympatię, zrozumienie i przebaczenie.Doszłam do wniosku, że miała swoje powody, by nie żegnać się. Być może czuła się niezręcznie i chciała szybko uciec z tej przytłaczającej atmosfery; być może obawiała się, że emocje ją zdradzą i nie będzie w stanie powstrzymać łez w miejscu publicznym; być może jej umysł był tak przepełniony sprzecznymi uczuciami, że zupełnie zapomniała o tak trywialnej sprawie, jak pożegnanie się z rodakiem...Moja rodaczka celowo ubrała się dzisiaj w prosty strój w chłodnych kolorach. Zastanawiam się, czy ten wybór odzwierciedlał jej stan wewnętrzny. Co ona teraz czuje – poczucie wyzwolenia od cierpienia, czy... Moje serce wypełniała jednak niewytłumaczalna melancholia.Rozwód mojej rodaczki sprawił, że przez całe popołudnie i wieczór pogrążałem się w melancholii, wzdychając wielokrotnie i głęboko ubolewając nad straconymi przez nią latami i młodością. Kiedyś pełen życia, świeży kwiat, teraz zwiędły i wyblakły!Chociaż nie „rozpadła się w pył i nie została zmielona na proszek”, z pewnością nie była już „tak samo pachnąca jak wcześniej”. Jaka szkoda, jaka strata zasobów! Obraz pięknej, ale smutnej twarzy mojej przyjaciółki długo pozostawał w mojej pamięci, wyryty wraz z ponurym widokiem, jak cicho towarzyszyła swojemu świeżo rozwiedzionemu mężowi, gdy powoli wychodzili z naszego biura... Te sceny pozostały nieusuwalnie w mojej pamięci.
PRE
NEXT